Taka myśl mnie dopadła:piątkowe popołudnie po suto zakrapianej imprze jest dobrym czasem by założyć bloga. Easier said than done no ale jedziemy.Dlaczego się za to zabieram? Nuda panie nuda no a przede wszystkim ucieczka przed robieniem czegoś konstruktywnego:)
Więc tak. Blisko 3.5 roczna banicja na zielonej wyspie dobiega powoli końca, pożegnań czas, łzy zrozpaczonych fanów i fanek....
Co opuszczam? :/ kino moje przepiękne z kupą spoko ludzi, poniedziałkowego i czwartkowego 5-a-sida z moimi Irlandczykami ulubionymi (yours truly bywał oczywiście wiodącą postacią każdego meczu a nawet jak nie bywał to i tak bywał!!),20 minutowy spacer do pracy:)) darmowe filmy dla mnie i znajomych plus popkorn,kolka i słodycze za 2euraki no czyż będę mieć lepiej?The Quad, late bar będący wyluzowanym miejscem po 14 godzinach pracy.Eh no przeceny rzecz jasna, które wzbogaciły mnie o 20kilka sztuk obuwia, niezliczone ilości jeansow, swetrow, bluz, krawatów i całego tego dobrodziejstwa inwentarza, które zawdzięczamy pracowitym dzieciom z Azji. Pogoda? nie narzekam, no mogłoby mniej padać, więcej świecić etc. no ale bez przesady nie kalam własnego gniazda:)
Angielski podszkolony polski nie zapomniany więc nienajgorzej, co więcej pomimo prób nie udało mi się zdobyc akcentu(pare tylko słów udaje się czasem wrzucić z typowo knackerskim szwargotem rodem z Knocknahilly czy innego Guarnabraher), niemalże się czuję jak jakis obrońca polskiej mowy czy inny wóz Drzymały.
Sporo znajomych = na szczęście niewielu Polaków, bo to głównie leszcze i lamusy: warci wspomnienia to Magda i Paula,Sean, Andrew i cała reszta z kina:),Jasper i Aiden, Kurek i Misiek, of kors Rebecca i Radja z Harmenem no ale o nich to jeszcze będzie:))
Z drugiej strony nie ma co sie rozczulać,kwiczeć i szat rozdzierać (niby tanie ale za bardzo je lubie) SZN tez ma coś do zaoferowania - Magdę już wkrótce uszczęśliwioną(?) wzbogaceniem swojego nazwiska o dodatkowy człon(hehehe), znajomych zwodzonych od półtora roku, że "to już za 5-6tygodni i jestem back":PP, wspólne mieszkanie ulokowane na jakże urokliwej Gorkiego Strasse (btw niedaleko pomieszkuje mój ulubiony blogger pan owca więc nie będzie daleko by sie podszkalać (hopefully - mój słomiany zapał potrwa jeszcze z czas jakiś).
Złe zdjęcia bolą cały tydzień.
13 lat temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz